Babaryba zdobywa Warszawę
Są konkursy kameralne, są konkursy duże i są takie, które przypominają modelarskie manewry na pełną skalę. Do tej ostatniej kategorii bez wątpienia należy Warszawski Festiwal Modelarski Babaryba 2026, który w dniach 13–14 czerwca zgromadził w stolicy modelarzy z całej Polski i nie tylko. Tym razem do Warszawy dotarli przedstawiciele Szczecińskiego Paprykarza Modelarskiego oraz IPMS Polska. Już po wejściu do hali było wiadomo, że czeka nas weekend pełen oglądania, rozmów i… kilometrów pokonanych między stołami.
Ponad 1500 modeli plastikowych i kartonowych, kilkadziesiąt kategorii oraz kilkuset modelarzy z kraju i zagranicy. Liczby robiły wrażenie, ale dopiero widok sali pozwalał uświadomić sobie skalę przedsięwzięcia. Nowoczesna Hala Widowiskowo-Sportowa Arena Ursynów okazała się idealnym miejscem dla tak dużej imprezy. Mimo ogromnej frekwencji uczestników i zwiedzających nie było wrażenia ścisku. Przestrzeni wystarczyło zarówno dla modeli, jak i dla odwiedzających, którzy przez cały weekend tłumnie przewijali się między stołami.
Babaryba od lat słynie nie tylko z konkursu, ale również z części handlowej. Stoisk było mnóstwo. Wydawcy modeli kartonowych, producenci akcesoriów, sklepy modelarskie, literatura fachowa, dodatki, narzędzia i wszystko to, co modelarzowi „jest absolutnie niezbędne”, choć często dowiaduje się o tym dopiero na miejscu. Nie zabrakło również stoisk klubowych, przy których przez cały czas toczyły się rozmowy, wymiana doświadczeń i prezentacje najnowszych projektów.
Jak zwykle najciekawsze rozmowy nie kończyły się wraz z zamknięciem sali konkursowej. Wieczorna integracja przebiegała w doskonałej atmosferze. Było sporo śmiechu, rozmów o modelach, planach na kolejne konkursy i oczywiście o wszystkim innym, co akurat przyszło do głowy. Takie spotkania są często równie ważne jak sam konkurs.




Półtora tysiąca powodów, żeby się zgubić
Przy takiej liczbie modeli każdy znajdował coś dla siebie. Już po kilku minutach było jasne, że misja „obejrzeć wszystko” skazana jest na niepowodzenie. Ponad 1500 modeli zajmowało kolejne rzędy stołów niczym niewielka armia wystawiona do przeglądu. Samoloty, czołgi, okręty, figurki, dioramy i konstrukcje, których nawet nie sposób szybko sklasyfikować. Człowiek szedł obejrzeć jeden model, a po chwili orientował się, że od pół godziny stoi przy zupełnie innym końcu hali. I właśnie za to lubimy takie imprezy.










Duże wrażenie robiły kolekcje tematyczne. Szczególnie zapadły nam w pamięć zestawy samolotów z walk na Pacyfiku w skali 1:48 oraz kolekcje pojazdów Afrikakorps w skali 1:35. Kilka czy nawet kilkanaście modeli prezentowanych razem potrafiło opowiedzieć historię lepiej niż pojedynczy eksponat. Nie zabrakło także ciekawych akcentów cywilnych. Szczególną sympatię jednego z naszych kolegów zdobył model poczciwego Żuka. Dopracowany, estetycznie wykonany i zwyczajnie przyjemny dla oka. Jak to czasem bywa na konkursach – sędziowie mieli inne zdanie, ale w paprykarzowym rankingu „modeli, przy których warto się zatrzymać”, Żuk uplasował się bardzo wysoko.
Jedną z najbardziej nietypowych ekspozycji przygotowali goście z Niemiec. Była to seria modeli, których wykonanie wyglądało jak inspirowane projektami Leonarda da Vinci. Konstrukcje wykonane metodą scratch-build z drewna, metalu i tworzyw sztucznych prezentowały się znakomicie. Równie ważna jak sam model była tutaj oprawa – całość wyglądała bardziej jak wystawa artystyczna niż klasyczna prezentacja konkursowa.








Tempo godne olimpijczyków
Przy takiej liczbie uczestników można by się spodziewać wielogodzinnego rozdawania nagród. Nic bardziej mylnego. Organizatorzy postawili na bardzo sprawny system. Dyplomy były odbierane bezpośrednio w biurze festiwalu, a całe rozdanie przebiegło wręcz błyskawicznie. Duży udział w sprawnym przeprowadzeniu tej operacji mieli również nasi koledzy z IPMS Polska Szczecin, którzy wspierali organizatorów. Patrząc na tempo działania, można było odnieść wrażenie, że wszystko odbywa się według wojskowego harmonogramu.
Paprykarzowy akcent
Wśród nagrodzonych nie zabrakło również paprykarzowego akcentu. Tym razem dorobek nie był może rekordowy, ale kilka wyróżnień dla naszego klubowego kolegi pozwoliło wracać do domu w dobrych nastrojach. Przy takiej konkurencji każde zauważenie modelu przez sędziów cieszy podwójnie.
Nasze klubowe wyróżnienie trafiło do Marcina Pendowskiego za model Garford Putiłow „Dziadek”. Nagrodzona praca zwracała uwagę nie tylko bardzo wysokim poziomem wykonania, ale również tematyką. Wśród setek modeli często właśnie te mniej oczywiste konstrukcje przyciągają wzrok najmocniej. „Dziadek” był jednym z takich przypadków – ciekawy historycznie, świetnie wykonany i zwyczajnie zapadający w pamięć.



Warszawa nie zawiodła
Babaryba po raz kolejny pokazała, dlaczego należy do największych i najważniejszych imprez modelarskich w kraju. Ogromna liczba modeli, międzynarodowa obsada, świetna infrastruktura i sprawna organizacja sprawiają, że jest to wydarzenie, którego nie trzeba nikomu przedstawiać.
Do domu wracaliśmy zmęczeni, ale zadowoleni. A przy takiej liczbie modeli zawsze pozostaje jeszcze jedno uczucie – że nie zdążyło się zobaczyć wszystkiego i trzeba będzie wrócić za rok.
Opracowanie: Radosław Mazur, Piotr Dakowski
Zdjęcia: Piotr Dakowski, Marzena i Stanisław Kałuża, Radosław Mazur
