Olsztyn 2026

Olsztyn na pełnych obrotach. Modele, historia i dobra energia

W weekend 11–12 kwietnia 2026 ruszyliśmy do Olsztyna, gdzie odbywał się XV Festiwal Kultury Modelarskiej, połączony z VI Memoriałem plut. pil. Lecha Dunajewskiego. Tym razem SPM stawił się w formie „delegacji”, ale z ciekawością, jaką od lat budzi ta impreza. Już na miejscu było wiadomo, że to jedna z tych imprez, które żyją pełnym tempem od pierwszych minut.

Jubileuszowa, XV edycja festiwalu pokazała pełnię swoich możliwości. Prawie 800 modeli – zarówno plastikowych, jak i kartonowych – kilkadziesiąt kategorii i ponad 200 modelarzy. To jednocześnie rekordowa liczba modeli i frekwencja, które tylko potwierdzają rosnącą rangę wydarzenia. Skala imprezy robiła wrażenie i jasno pokazywała, że to jedna z ważnych pozycji w kalendarzu modelarskim. Nowa lokalizacja – V Liceum Ogólnokształcące – okazała się strzałem w dziesiątkę. Duże, przestronne sale pozwoliły pomieścić wszystko bez wrażenia ścisku, co przy takiej liczbie modeli naprawdę robiło różnicę.

Modelowy zawrót głowy

Już pierwszy rzut oka na stoły pokazywał pełen przekrój modelarstwa. Pancerka, samoloty – od tłokowych „szmaciaków” po nowoczesne odrzutowce, okręty, żaglowce, figurki, architektura, klimaty sci-fi i sporo innych. Różne skale, różne techniki, od standardu po mocno waloryzowane konstrukcje. Do tego szeroka paleta malowań – od historycznych, przez eksperymentalne, po bardzo efektowne, konkursowe wykończenia.

Wśród tego bogactwa kilka modeli szczególnie przyciągało uwagę. Plastikowy Sopwith Camel bez poszycia, jeszcze w trakcie budowy, zatrzymywał na dłużej. Odsłonięty szkielet kadłuba i skrzydeł pozwalał zajrzeć do środka konstrukcji i docenić kunszt wykonania. To jeden z tych modeli, które bardziej się analizuje niż tylko ogląda. Duże wrażenie robiła klimatyczna kolekcja Floty Kolumba wykonana w kartonie – spójna, przemyślana i bardzo efektowna wizualnie. Na drugim biegunie skali znalazł się perfekcyjnie wykonany HMS Albatros – czystość klejenia i dbałość o detale stały na naprawdę wysokim poziomie. Nie zabrakło też ciekawostek, takich jak malutkie modele z serii First to Fight w skali 1:72, które dodatkowo były zdalnie sterowane. Niewielkie, ale skutecznie przyciągały uwagę.

Organizacyjny rozmach

Nowa przestrzeń w V LO zrobiła robotę. Było przestronnie, a stoiska – szczególnie te handlowe – zostały wygodnie rozlokowane w holu. Dzięki temu na sali konkursowej można było spokojnie oglądać modele, mimo dużej frekwencji. A frekwencja dopisała – było tłoczno, ale bez chaosu. Zwiedzających sporo, stoiska klubowe aktywne, a kilkanaście stoisk handlowych przyciągało jak zawsze.

Organizatorzy zadbali też o dodatkowe atrakcje. Jubileuszowy tort z okazji XV edycji był miłym akcentem, ale to dopiero początek. Bardzo interesującym akcentem było spotkanie z Marcinem Szmytem i jego opowieść „Skąd przybywam i dokąd podążam. 1 Dywizja Pancerna w miniaturze” – ciekawa, modelarsko-historyczna podróż śladami gen. Maczka. Do tego warsztaty modelarskie, warsztaty LEGO dla dzieci, pokazy systemów gier bitewnych oraz galeria prac Radosława Jurczyka (vel Wielki Gonzo). Działo się sporo, i to nie tylko przy stołach z modelami. Na miejscu działał też bar – można było złapać coś ciepłego, zimnego i coś do picia, co przy takim tempie dnia miało znaczenie.

Nagrody, nagrody

Rozdanie nagród było huczne i z rozmachem – dokładnie tak, jak przystało na imprezę tej skali. W samym konkursie rozdano blisko 200 nagród, do tego doszły dziesiątki wyróżnień specjalnych. Naprawdę było co wręczać. Bardzo fajnym rozwiązaniem było wyświetlanie zdjęcia nagrodzonego modelu na monitorze w momencie wywoływania laureata. Prosty pomysł, a robił robotę i pozwalał wszystkim zobaczyć, za co dokładnie przyznano nagrodę.

SPM z tarczą

Nasza obecność była może skromniejsza liczebnie, ale zauważalna. Seniorzy wywalczyli kilka wyróżnień, a wszyscy młodzi z AMP wrócili z dyplomami i medalami. To zawsze cieszy i pokazuje, że warto się pokazywać i konfrontować z innymi.

Wyróżnienie SPM

Nasze wyróżnienie trafiło do Mateusza Pikory za model HMCS „Agassiz”. To była nagroda za precyzję wykonania i ogrom pracy włożonej w detale pokładu. W skali 1:200 taki poziom dopracowania naprawdę robi wrażenie i nie pozwala przejść obojętnie.

Integracja

Sobotni wieczór należał do wnętrza Vinyl Pubu – miejsca z klimatem, który od razu „siada”. Cała sala w piwnicy była nasza i szybko wypełniła się po brzegi. Było głośno, było intensywnie i było dokładnie tak, jak powinno być po dobrze spędzonym dniu na konkursie. Dobre piwo, rozmowy i ten moment, kiedy wszyscy są już „po tej samej stronie stołu”.

Olsztyn po raz kolejny pokazał, że jest jedną z mocniejszych pozycji w kalendarzu modelarskim. Duża skala, dobra organizacja, przemyślana przestrzeń i bogaty program dodatkowy robią swoje. To impreza, która łączy konkurs z wydarzeniem środowiskowym – skutecznie udowadniając, że „festiwal kultury” w nazwie nie jest przypadkowy. Wracamy z dobrymi wrażeniami i przekonaniem, że warto zapisać datę przyszłorocznej edycji w naszym klubowym kalendarzu.

Opracowanie: Krzysztof Kopczyński, Łukasz „Lukee” Babczyński
Zdjęcia: Łukasz „Lukee” Babczyński